Serum witaminowe First Aid Beauty po czterech tygodniach
Kupiłam serum First Aid Beauty Vitamin Serum kilka miesięcy temu, ale dopiero niedawno postanowiłam przetestować je systematycznie i sprawdzić, czy faktycznie działa tak dobrze, jak obiecywały liczne recenzje. Szukałam produktu, który rozświetli zmęczoną cerę, wyrówna koloryt i będzie miał prosty, wegański skład bez zbędnych dodatków zapachowych.
Przez całe cztery tygodnie stosowałam je codziennie rano i wieczorem, notując wszystkie zmiany w notatniku i na zdjęciach. Poniżej dzielę się szczegółową relacją – zarówno z pozytywnymi efektami, jak i z drobnymi minusami, które zauważyłam w trakcie testów.
Skład, konsystencja i pierwsze wrażenia
Serum ma lekką, wodnistą konsystencję o delikatnym żółtawym odcieniu, który wynika z naturalnej witaminy C w składzie. Zapach jest bardzo subtelny, prawie niewyczuwalny, co dla mnie było dużym plusem – nie lubię intensywnych aromatów na twarzy.
W składzie znajdziemy kwas L-askorbinowy, niacynamid, kwas hialuronowy oraz antyoksydanty roślinne. Formuła jest wegańska i cruelty-free, co od razu wpisuje się w filozofię mojego bloga. Produkt zamyka się w wygodnej szklanej buteleczce z pipetą, która ułatwia precyzyjne dozowanie.
Jak włączyłam serum do mojej rutyny
Na początku wprowadzałam serum powoli – co drugi dzień, żeby skóra mogła się przyzwyczaić do witaminy C. Po tygodniu przeszłam już na codzienne stosowanie rano, tuż po toniku, a przed kremem nawilżającym i filtrem SPF.
Minimalistyczne podejście, o którym pisałam już we wpisie o whitespace w designie, świetnie sprawdza się również w pielęgnacji. Mniej produktów, lepsze efekty – taka zasada przyświeca mi od dłuższego czasu i serum idealnie wpisało się w ten schemat. Wieczorem rezygnowałam z serum na rzecz bardziej odżywczych formuł.
Pierwsze dni – co zauważyłam
W ciągu pierwszych kilku dni skóra była lekko napięta po nałożeniu serum, ale nie pojawiło się żadne zaczerwienienie ani uczulenie. Miałam wrażenie, że produkt dość szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy, co ważne zwłaszcza rano, pod makijaż.
Już po trzecim dniu zauważyłam, że cera wygląda nieco bardziej promiennie. Trudno było jeszcze mówić o trwałych efektach, ale pierwsze wrażenie było obiecujące i zachęcające do kontynuowania testów.
Po dwóch tygodniach – delikatne zmiany
W drugim tygodniu moje notatki zaczęły się robić bardziej konkretne. Skóra na policzkach stała się wyraźnie gładsza w dotyku, a drobne przebarwienia pozostałe po letnich wyjazdach zaczęły się lekko rozjaśniać. Nierówny koloryt w okolicach nosa i brody stał się mniej widoczny.
Nie zauważyłam żadnych wyprysków ani podrażnień, co jest dla mnie istotne, bo moja skóra bywa kapryśna. Wieczorem skóra wyglądała na bardziej wypoczętą, a rankiem znacznie lepiej przyjmowała podkład – miałam wrażenie, że trzyma się dłużej i nie zbiera w drobnych liniach.
Po miesiącu – podsumowanie efektów
Po pełnych czterech tygodniach mogę śmiało powiedzieć, że serum zrobiło na mnie wrażenie. Cera jest wyraźnie bardziej rozświetlona, a drobne przebarwienia potrądzikowe, które wcześniej były dość widoczne, stały się znacznie jaśniejsze. Tekstura skóry się wygładziła, a pory w strefie T wyglądają na mniej rozszerzone.
Efekt anti-aging nie jest spektakularny po tak krótkim czasie, ale widzę, że skóra wygląda młodziej i zdrowiej. Nawilżenie również się poprawiło – serum dobrze współgrało z kwasem hialuronowym, który nakładałam pod krem.
Wady, ograniczenia i cena
Największym minusem jest dla mnie cena – serum jest dość kosztowne jak na polskie zarobki. Buteleczka o pojemności 30 ml wystarczyła mi dokładnie na cztery tygodnie codziennego stosowania, więc jest to produkt na miesiąc, nie dłużej.
Kolejna kwestia to konieczność ochrony przed światłem i powietrzem – pipeta oraz ciemne opakowanie pomagają, ale serum wciąż może się utleniać. Ja trzymałam je w lodówce, żeby zachować maksymalną świeżość. Osoby z bardzo wrażliwą cerą powinny zacząć od niższych stężeń witaminy C.
Dla kogo to serum będzie strzałem w dziesiątkę
To serum sprawdzi się przede wszystkim u osób z cerą mieszaną i tłustą, które potrzebują lekkiego rozświetlenia bez obciążania skóry. Również osoby z pierwszymi oznakami starzenia i nierównym kolorytem mogą zobaczyć wyraźną poprawę.
Nie polecałabym go natomiast osobom o skórze bardzo suchej i wrażliwej, które lepiej sprawdzą się z łagodniejszymi formułami. Jeśli szukasz mocnego działania anti-aging, prawdopodobnie potrzebujesz czegoś silniejszego, na przykład serum z retinolem.
Zapraszam do regularnego odwiedzania bloga, gdzie co tydzień pojawiają się nowe recenzje kosmetyków wegańskich i cruelty-free. W kolejnych wpisach podzielę się wrażeniami z testowania serum z retinolem oraz pokażę aktualizację mojej wieczornej rutyny. Jeśli interesują Cię naturalne i etyczne marki, koniecznie zapisz się na newsletter, żeby nie przegapić żadnego wpisu.